|
|
wtorek, 05 maja 2009
black is black
Olinek jest coraz bardziej cwany i przewraca się ciągle z plecków na brzuszek, aż przerażenie mnie ogarnia na myśl, co to będzie jak ruszy?! Czasem wolałabym zatrzymać czas, żeby był taki, taki malutki... Jestem matką, i ojcem, i babcią, i dziadkiem. Kryzys Marian, ciekawe jak długo tak pociągnę????
piątek, 01 maja 2009
Ach, i jeszcze jedno! Olin ma celulit, nie jestem więc sama. Obydwoje mamy kilka lat na zwalczenie, szanse są jednak nie równe – on zwycięstwo ma gwarantowane, w moim przypadku Victoria jest jak odległy sen.
wrrr
Wczoraj wypatrzywszy u Olina coś w rodzaju wyrastającego zęba w miejscu lewej jedynki, aleeee na górze, więc coś tu nie gra. Tak więc czekamy z niecierpliwością na rozwiązanie zagadki. Jak to mówią, co krok to punk rock! Synuś wykazuje się nie lada sprytem i wykonując ekwilibrystyczne manewry, sięga sobie po pieluchy leżące z tyłu na przewijaku lub chwyta siedzącego obok misia za nochal. Ostatnio jakby wiedział, że matce należy wynagrodzić trudy za nocne wydziwianie i rano po wydojeniu zajmuje się przez dobre pół godziny gaworzeniem, więc można jeszcze zmrużyć powiekę. No dobra, nie do końca, przedwczoraj łupnął mnie nogami w twarz, przekręciwszy się o dziewięćdziesiąt stopni. Ale nie ma co się dziwić, wcześniej o godzinie szóstej nad ranem czyniąc daremne starania, by gada uśpić choć na chwilkę, zaklęłam obelżywie i chłopak najwyraźniej się przestraszył… Kolejny raz czuję jak wzbiera we mnie złość, że mamy weekend świąteczny. Wyszłam z nadzieją, że warszawka porozjeżdżała się po kątach, patrzę natchnionym okiem na opustoszałe ulice i mknę z uśmiechem do parku, nieważne, że calusieńką drogę z Mercem na sygnale . Jakież srogie było moje rozczarowanie! W środku roi się od ludziska różnej maści, nawet trawniki zalane wylegiwującymi się cielskami. Myślę sobie – o co, to nie! Idziemy więc dalej i dalej, a Olek dzielnie wtóruje – Iiiiiiii! XXI wiek daje o sobie znać przepełnieniem populacji, zjawiska nie zwalczysz, możesz jedynie próbować różnych dróg ucieczki. Dziś się poddałam. Przysiadłam na dłużej, gdzie człowieki mijały mnie średnio co pół minuty (czyli nie tak źle), a obok chichotała młodzież z tirli-tirli, z winkiem za pazuchą – HELLO! Apogeum mojej kapitulacji był przystanek tuż koło domu. Znów przyłapałam się na rozmyślaniu nad brakiem. Ale czy to brak faktyczny czy iluzoryczny, wywołany majówką i kiepską konstelacją – pozostanie zagadką niczym dwie plamki w miejscu górnej jedynki Olka. Olek bardzo się dziwi, widząc łzy.
środa, 29 kwietnia 2009
baziu-baziu-puc!
Ostatni tydzień mija nam w błogim spokoju. Przyjęłam zasadę: robić tyle, ile się uda i nie dramatyzować, że sukcesów jest mało. Olinowi też udzielił się dobry nastrój, może dlatego, że nie katuję go już na siłę długimi spacerami i staram się wypośrodkować pobyt na świeżym powietrzu. Całkiem niespodziewanie odwiedziła nas Głupia, która zawsze zapala we mnie przygasłą już wiarę w sens studiowania etnologii, popierając naturalnie moje marzenia o Portugalii. Bardziej spodziewanie przyjechał wreszcie Piotrek z koleżankami z recepcji. Ponadto obecnie razem za Salimem Sinai przebywamy w Indiach, nawet moja skóra to czuje, nabywszy koloru przyjemnie brązowego. Z zajęciami kombinuję jak koń pod górę – jutro wsadzam Olka w chustę i robimy śmietance intelektualnej niespodziankę! Ciekawa jestem, jak przeżyjemy w mega ścisku w autobusie 102, wraz z emerytkami i rencistkami walącymi tłumnie do parku, do którego mają aż dwa przystanki (Grochowiaków, jak się zowią, zionących przetrawionym alkoholem nie wliczam)? A za oknem kwitnie bez, czego chcieć więcej? Dziś zdarzyło mi się obejrzeć za mężczyzną, no dobra chłopcem, bo był starszy raptem może o dwa lata. Był taki, taki jak ze snu, pół długie włosy, dziarski krok, opalony, umięśniony jak trza. Czar jednak prysł, bo czemuż to tak nieprzyzwoicie szedł bez koszulki i czemuż to tak nie przyzwoicie spojrzał się na dziewczynę, obok której stał ,HELLO - wózek? W tej swojej nieprzyzwoitości zwrócił mą uwagę i zaraz go przejrzałam. Wiosną jedno takim w głowie, ot co, a ja pozostaję dalej SM z moimi czerwonymi paznokciami u stóp! Z Olinkiem mamy coraz to nowe zabawy: baziu-baziu-puc!, dmuchawki, ksy-ksy, podrzucanie i łaskotki. Nie przypominam sobie żadnego zjawiska, które wprawiałoby mnie w taką radość, jak jego śmiech, nawet huana zatraca swą moc! Tymczasem czekamy na dwa wielkie przyjazdy - Agi z Mace i mamuśki z ferajną, ciekawe kto będzie pierwszy?
piątek, 24 kwietnia 2009
Nie da się nie gadać.
Przedwczoraj u pradziadów Olo po raz pierwszy złapał rączkami swoją stopę! Kapkę mu pomogłam, ale fakt faktem w sztuce chwytania staje jest coraz bieglejszy. Ponadto, odkąd dokonał odkrycia, że stopy należą do niego i można ich dotknąć, stał się joginem i zgina się uparcie w pozycji siedzącej do samego dołu. Tak więc dościga starszą o 2 tygodnie sąsiadkę... Dziś wreszcie dokonało się to, co wydawało się tak odległe – Olin przespał ciurkiem 6 godzin, co wg ekspertów z e-dziecka uważane jest za PRZESPANĄ NOC! Wstałam więc rześka o 4:30 i nie mogłam w to uwierzyć. Ech, czy nie mogłoby to stać się nowym zwyczajem Panicza? Kryzys Marian, średnio co drugi dzień przedostajemy się na drugą stronę Wisły i dalej nie mogę zerwać ze zwyczajem przychodzenia do domu tylko na spanie. Dziś byli my na lllansie w Złotych Szałasach i UWAGA – Michał postawił obiad. Zdziwił się nieco, że rachunek wyniósł ponad 50 zł. Niech się ziomuś przyzwyczaja-aja-aja!
niedziela, 19 kwietnia 2009
ZZZZ
ZNUŻENIE ZMĘCZENIE ZASTÓJ ZWĄTPIENIE Chyba to jakie wiosenne przesilenie...Na przekór temu idziemy dziś na spacer!
czwartek, 16 kwietnia 2009
Ogarnianie się to proces i to permanentny.
Przydałoby się sporządzić (kolejną) karteczkę z priorytetami, ale nie chce mnie się… Ostatnio dostawałam lekki frustracji, albowiem pokusiłam się o opracowanie książki na zajęcia, a Olin, jak wiadomo znielubił spanie w czasie, gdy nad głową ptaszki mu świergocą i tyle się dzieje. Teraz wiem, że pozycja mająca w tytule słowo TEORIA należy do dość ciężkostrawnych, a kiedy mieszka się z niemowlakiem to praca raczej karkołomna. Poszłam więc dziś na uczelnię ze spłakanymi oczyma, duszą na ramieniu i wypraną mózgownicą i co zrobiłam? Pośmiałam się z wykładowczyniami, że jestem, jaka jestem, powiedziałam, co wiedziałam i… zgłosiłam się do referowania następnego bryku, bo odczuwam chęć zrehabilitowania się za mą deaktywność… Kurwa, powinnam mieć kieszonkowego stukacza, który powie czasami OPAMIĘTAJ SIĘ! Następnym element nieogarnięcia wypłynął na powierzchnię – udało się dopiąć sprawy meldunku, ale jakoś tak zapomniałam wymeldować wcześniej mego synka. Tak więc muszę popłaszczyć się przed urzędem w Osinie, żeby załatwić to bez mojego przyjazdu, a na dodatek w Warszawie potrzebna będzie zgoda genitora. Czymże byłoby moje życie bez komplikacji, które sama sobie sprowadzać uwielbiam?! Olinek jest na etapie wkładania wszystkiego, co w jego zasięgu do buzi i cieszy się przy tym niesamowicie. Głośno też komunikuje swej matce, że jej towarzystwo staje się już nudne i niewystarczające . Zdaje się krzyczeć: gdzie są goście, no niech nas ktoś odwiedzi?! Całe szczęście, że dane mi było odpocząć od marudera, a, że odpoczynek ów miał miejsce na zajęciach i w drodze na nie – nieważne. By krzykacz miał coś z życia ruszamy jutro na spaceros z sąsiadką, a potem na dziadowe urodziny. Żebym też i ja zaznała małych przyjemności, poczynię mały krok ku „o” i pozwolę sobie zrobić zdjęcie do dowodu. Z chęcią nałożę kamuflaż bezzmęczenia, w końcu moja facjata zapomniała już, czym jest makijaż! W sobotę zaś czeka nas przyjazd kuzynki z Poznania, aleee będzie! W tygodniu natomiast może uda mi się wreszcie nawiedzić Centka, zatem strzeżcie się recepcyjne koleżanki, Uroczuś nadchodziJ
niedziela, 12 kwietnia 2009
gdy kondycja ludzka ledwie dycha
Nieważne, że Święta obnażają, że z Olkiem tworzymy, hmm, rodzinę niepełną. To jeszcze da się przełknąć. Są czasem takie dni, kiedy czuję się taka słabiuśka. Dziś jest właśnie jeden z nich, najpierw lincz moralny, potem oczy zbolałe od patrzenia. Kurwa, nigdy więcej Świąt poza DOMEM, never, ever! I pomyśleć, że spieszyłam się na śniadanie biegnąc sprintem z baby mercem za autobusem! Brrr
sobota, 11 kwietnia 2009
takie tam
Zestaw sprzątający otworzony, chata wylizana tak, że nawet firanki pachną, Olo zlikwidowany w łóżeczku! Nic tylko referat na zajęcia przygotować i świętować;]
piątek, 10 kwietnia 2009
Sama nie wierzę, jakie ze mnie zwierzę!
Gdzieś na Pradze... Miss Samotnego Macierzyństwa stoi sobie z Baby Mercem na przystanku tramwajowym, konwersując mile z Miss Kaca. Nagle z dupy, pojawia się facet i zachodząc od tyłu pomrukuje: - Nawet przejść nie można! - Wystarczyłoby powiedzieć przepraszam. - odpowiada zaskoczona Miss SM - Wystarczyłoby stanąć, pfszszsz blmm! - A, gdzie miałam stanąć, na suficie?! Spierdalaj Pan! Gdzieś na Pradze... Miss Samotnego Macierzyństwa błądzi po korytarzach ZUSu, niosąc śpiącego Aleksandra w chuście. Pokierowana do kolejnych drzwi, pokazuje papiery. Pani rzuca na nie swym urzędowym okiem: - Musi Pani pojechać do odzdziału Ursynów, my niestety nie posiadamy wspólnej bazy, ale nie wiem, czy dzisiaj Pani zdąży. Proszę zadzwonić pod numer centrali i zapytać czy mogliby przesłać te dokumenty. - Tak, czekam już tyle, że zasiłek mi się skończy, zanim to dostanę. Dziękuję, pojadę po Świętach, bo z dzieckiem to raczej nie zdążę. Do widzenia. Aaaa, skoro nie mają wspólnej bazy, to biedni są. Polska to kraj, który ciągle się jeszcze rozwija. Może Miss Samotnego Macierzyństwa obejmie stanowisko prezesa ZUSu i zrobi tam wreszcie porządek!
|